ROZWAŻANIA O DUPIE I MARYNACH

„So comrades come rally
For this is the time and place
The international ideal
Unites the human race


Naszły mnie kiedyś w środku nocy – dupy. Nieprzeliczone!

Słowo, ongiś niegrzeczne, a nawet nieskromne, stało się dziś rzeczownikiem powszechnym i przyzwoitym – wręcz nawet miłym –  jak nie przymierzając pupa niemowlaka. Gdzież obsceniczność „dupy” mogłaby się współcześnie ostać  przy powszechnym  karnawale  – a to „obracania matek”, a to „synów nierządnic”, „odbywań aktów seksualnych”, „otworów odbytowych”, „dróg rodnych kobiecych”, „narządów płciowych męskich”, „odchodów krowich”, a nawet  pozornie delikatnego „potomka psiego rodu” (bo z kimże puściła się w końcu mamusia?).

Współcześnie „dupa”  jest w pełni akceptowalna – i tak musi być!

Czyli obecnie mogę napisać  śmiele, że naszły mnie w nocy dupy, i nikt mi za to krzywdy – w imię zranionej moralności – nie zrobi.

Zatem jak mnie one „dupy” owej nocy naszły?

Obudziłem się wtedy około trzeciej nad ranem, poburzony, niespokojny, z bólem głowy, i uparcie usiłowałem z powrotem zasnąć (…co się śniło, co się śniło? – śniło mu się, że już musi wstać!…). I przyszło mi nagle do głowy – zupełnie bez zwyrodniałych podtekstów – żeby sobie uzmysłowić wszystkie „cztery litery”, które widziałem w życiu. – Można liczyć barany, można też liczyć coś takiego…

Tutaj i teraz, aby odciąć się od  zarzutów płciowego faszyzmu, powiem z całą mocą, że wchodziły w rachubę nie tylko obiekty damskie, ale również męskie:  zupełnie inne, ale – na równość i sprawiedliwość! – wcale architektonicznie nie gorsze.

Zacząłem je sobie przypominać – wręcz unaoczniać – i oczywiście szybko zasnąłem. Ale ślad w myślach pozostał, który niniejszym upubliczniam.

Podczas mojego długiego życia widzenie i imponderabilia „dupy” uległy rewolucyjnym przekształceniom. Za mojej młodzieńczości był to obiekt zdecydowanie tajemniczy. Jasna sprawa, każdy to posiadał, więc tajemnica nie mogła być wielka, wszelako nawet w kręgu własnej płci nie było to „coś” widywane codziennie i bez obsłonek. A przecież owe czasy – gdy na świecie nałogowo padały zapory wstydu i rozogniała się rewolucja seksualna – były już wcale mocno wyzwolone.

Jeżeli, wyszedłszy z punktu widzenia lat siedemdziesiątych XX stulecia, spojrzymy wstecz, to wtedy dopiero ukaże się nam w całej swojej  krasie tajemniczy problemat  „dupy”.

Mówiąc jaśniej i bardziej z sensem – wtedy – historycznie wcześniej – „dupy” rzadko widywano.

Oczywiście, były wyjątki, i to liczne – cztery litery małżeńskie, a też na kocią łapę,  te u doktora, na pornograficznych dagerotypach, u Rubensa, dziecięce, łaziebne, baletowe (w trykotach), kankanowe, odpłatne, oraz wiele, wiele przypadkowych… Nie tylko owo „coś” rzadko oglądano, ale też oficjalnie niewiele o tym gadano, co innego w żartach…  Taki pan Melchior Wańkowicz, pisarz starożytny, kiedy udało mu się powiedzieć „dupa” w obecności nuncjusza papieskiego, zaraz opisał to  w swojej książce.

Jeżeli się cofniemy w historię śmielej, przed wiek XIX, to odkryjemy w europejskiej  cywilizacji większą publiczną obecność czteroliterówek. – Norbert Elias w swojej sławnej pracy „Przemiany obyczajów w cywilizacji Zachodu” prześledził  zjawisko niezwykle dokładnie. Poza tym czysty rozsądek nakazuje z faktu, iż Grecy, Rzymianie czy Słowianie  nie nosili majtek, wnioskować, że pupa musiała być wtedy często widywania, wszelako głównie przypadkowo lub okazjonalnie. – Do prehistorii się cofać raczej nie należy!

Co z rzeczonego wynika?

Jaka  nowa „symbolika dupna” dominuje współcześnie?

Otóż – z grubsza – dawniej ludzkość nachalnie dupą nie świeciła, natomiast dziś nasza piktograficzna cywilizacja  epatuje wszem wobec i każdemu z osobna  – gołą dupą. I bezustannie nacierają na nasze zmysły  ze wszystkich dostępnych źródeł  miliardy tego…

My toniemy!

Dlatego, podczas owej niespokojnej nocy, łatwiej mi było wyłowić  ze wspomnień obiekty odległe w czasie, natomiast  czym bliżej współczesności, tym one stawały się bardziej zamglone i – uczciwszy uszy – przypominające archetypiczny połeć  słoniny.

Ilość nigdy nie przechodzi w jakość – wie o tym przedszkolne dziecko.

Wszelako dlaczego kosmicznie wielka ilość przechodzi w jeden wielki brak jakości?!

Nie wiem, zupełnie nie wiem.  – Smutne, lecz prawdziwe.

Natomiast co do powyższego – poza zwietrzałym porzekadłem – mają Maryny?!

Otóż – chociaż jestem od dziecka zapalonym estetą – zawsze widziałem dupy przez pryzmat Maryn, a dziś dość powszechnie postrzega się je całkiem odwrotnie.


			

Jedna uwaga do wpisu “ROZWAŻANIA O DUPIE I MARYNACH”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s