FUTUROŁAPKA 1

ROZDZIAŁ PIERWSZY

19 LIPCA 2021 ROKU, PONIEDZIAŁEK

Nie, nie jestem całkiem głupi. Można raczej powiedzieć, że jestem całkiem dorozwinięty, tylko trochę niezdecydowany i pech mnie często odwiedza. Napisane mam w paszporcie, że urodziłem się w 1999 roku, ale nie wiem, czy to prawda, wszyscy ciągle coś kłamią, więc jak jesteś trochę mądry, to nie powinieneś zupełnie w nic wierzyć.

Siedzę sobie dziś na ławeczce przed domem, słońce jeszcze jakoś grzeje, co nie znaczy, że jest chore, ale po prostu, że mieszkam tu, gdzie mieszkam, czyli powietrze mam dosyć mętne.

Po co mi te notatki, to pisanie?

Nie wiem, może po to, żeby po wiekach jakimś moim potomkom, kiedy już ich sobie zrobię, pokazać, że zawsze, nawet w najbardziej zasmarkanej pakamerze siedzi ukryty baton czekoladowy niespodzianki. Bo że złe tam siedzi, każdy wie i będzie wiedział, nawet za milion lat.

Urodziłem się w 1999 roku i żyłem sobie dość ładne, ale  marnie. – Tato mój miał znacznie bardziej przygodowe życie, więc myśli mi się często, że on wyczerpał w nadmiarze zapasy dobrego losu dla rodziny i mnie się zostały tylko okrawki. Ale najweselej żył dziadek!

Miał życie ciekawe i radosne, chociaż trochę na opak!

Zdolny Franek, tak go w okolicy nazywali… Kiedy odbył już u nas, w miasteczku maturę, to się zapisał na Akademię Górniczo‑Hutniczą pod wezwaniem Stanisława Staszica. Pojechał autobusem do Krakowa, tam mu dali indeks i książki, ale lato było upalne, więc dziadek poszedł się przed edukacją ochłodzić. Wszedł do baru, wtedy jeszcze były bary dla ubogich, i wypił 3 duże piwa oraz małą flaszkę wódki. Te flaszki – wspomina to do dziś ze łzami w oczach – nazywały się ślicznie: „małpki”. Jak wypił, to go coś nagle poniosło i złożył  ślubowanie, że będzie już pił do końca życia. I się stało! O ile wiem,  do dziś nigdy nie był trzeźwy.

Kariera inżynierska poszła w las, ale czasy były łatwe, więc mógł ślubowanie wykonywać bez zmartwień i do woli. Rano szedł do miasteczka, kupował płynne materiały, asortyment zależał od aktualnego bogactwa, i potem je stopniowo wypijał.  Skąd fundusze?Tato pracował jako operator koparki, na pierwszego brał pensję i dzielił  ją na pół, jedna szła na popijanie, druga na świadectwa niezdolności. Kiedy po kilku latach zmądrzał, zmajstrował sobie ze starych kół po rowerze wózek i chodził do miasteczka tylko raz w tygodniu; z pracy ustąpił, a dochód uzyskiwał, handlując w domu nadwyżką przywożonych napojów.

Jasna sprawa, mój ojciec też lubił wypić i, okresowo, zbyt wiele nie robił, tylko jeździł na roboty do Niemiec,  czyli tak raz na dwa, trzy miesiące w domu  całkiem go nie było. On zbudował nasz nowy dom, przed którym teraz siedzę. Jest to dom trochę dziwny, bo jedną część stanowi zabytkowa chałupa, którą unowocześniono czarną folią, a drugą szkielet bez dachu – bo tyle tylko udało się rodzicielom pobudować.

Koło domu, tak z 15 metrów, leci szosa zwana przez świat – Zakopianką. To na niej stają w zimie i lecie sławne korki. Zbudował drogę prezydent Kwaśniewski, żeby zostać zarządcą od olimpiad, ale mu to jakoś nie wyszło. Dwupasówkę pięknie ogrodzono ekranami, żeby ptaki nie napadały na samochody, tyle że przed naszym domem wykonawcy się pogubili, szklany parkan jest tylko pośrodku, a na lewo i prawo nic nie ma. Pewnie z oszczędności. Żeby więcej pieniędzy zostało na olimpiadę.

Czyli od dziecka byłem wystawiony na hałas, co nawet w końcu dało się polubić.

Siedząc przed domem najpierw w dziecięcym wózku, potem na ławce, słuchałem hałasu i marzyłem ciągle o  lepszej przyszłości.

21 LIPCA 2021 ROKU; ŚRODA

Siedzę sobie na ławce, hałas gra, słońce świeci i jest bardzo przyjemnie – Piszę w zeszycie. – Przed południem przyjdzie mój przyjaciel Tomek i pójdziemy się kąpać do rzeki. A teraz  wspominam, co się rano działo.

Nasi sąsiedzi Burgongiele to są wielcy przyjaciele dziadka i taty. Też piją i jeżdżą na roboty do Niemiec. Dziś właśnie o dziewiątej porannej średni Burgongiel podszedł pod nasz dom, a trzeźwy był zupełnie strasznie. Zawołał ojca i dziadka, we trzech poszli do piwnicy pod szkieletem domu. Zdziwiłem się, nie powiem, bardzo, bo oni raczej piją na świeżym powietrzu, więc podszedłem do piwnicznego okienka i patrzę. Stoją wszyscy trzej i krzyczą na siebie szeptem, rozglądając się bez przerwy na boki. Pomyślałem, że mają swoje zwykłe omamy, więc wróciłem spokojnie na ławkę. Po długim czasie kolega Tomek nadszedł i poszliśmy się kąpać w Rabie. Kąpaliśmy się długo, długo, a potem poszliśmy wszyscy spać.

23 LIPCA 2021 ROKU; PIĄTEK

Tego dnia wiele się wydarzyło.

Wcześnie, bardzo wcześnie, w dzień następny po tych omamach , dziadek i ojciec wstali rano  trzeźwi, a o dziewiątej porannej zwalili się do nas wszyscy Burgongiele – w sumie siedem osób, plus ich pradziadek na wózku,  inwalidzkim, nie dziecięcym. – On Burgongielów finansuje. – Wszyscy byli trzeźwi, aż strach, a pradziadek chyba się umył. Poszliśmy do piwnicy  i zrobiło się bardzo ciasno. Mebli  mamy tam  niedużo, tylko ławka  z parku i kilka znaków drogowych czeka na złomowanie, ale kubatura też mała. Po chwili ludzie się jakoś ułożyli, a mój tato i pradziadek zostali umieszczeni  na czele i na ławce, czyli nad głowy ludziom wystawali. No i ten pradziadek Burgongielów schodzi z wózka i zaczyna się przepięknie wypowiadać:

…Że wieczorem pojechał do lasu za małą i dużą potrzebą, bo w gorące dni w domu nie lubi, jedzie sobie, jedzie,  dojechał, zeszedł z wózka i robi… – A tu nagle, zupełnie nagle, pojawia się zielony autobus! – Przestał,  patrzy i nic nie rozumie, bo tam nie ma żadnej drogi.  Skądś musiał zlecieć ten autobus! – Drzwi się w zielonym autobusie otwierają i wysiada elegancka pani, całkiem jak z kolorowej gazety, podchodzi do  pradziadka i  strasznie się uśmiecha. – Jemu się ze zdziwienia zamek w rozporku zablokował, a ta pani podchodzi i zaczyna go klepać po pysku (własne określenie pradziadka) i zapytuje: „Suszy?”.Pradziadek oczywiście potaknął, wtedy pani podała mu dwie pełne butelki i mówi: „Za trzy dni, w niedzielę  będę tu o godzinie 21‑ej i każdy obecny wtedy dostanie. Potem pojedziemy na wycieczkę!”. – Poklepała znowu, wsiadła do autokaru i znikli.

Kiedy skończył mówić, rozległy się oklaski. Dziadek mój miał oczy mokre ze wzruszenia i zawołał, że świat nie jest jeszcze całkiem zły. Następnie rozeszliśmy się do łóżek.

24 LIPCA 2021 ROKU; SOBOTA

Dziś po południu odbyło się zebranie środowiskowe. Ścisnęliśmy się w piwnicy jeszcze bardziej, bo w nocy powrócił z  Niemiec brat matki, czyli wujek, dodatkowo z żoną i córką. Przemawiał dziadek i trzeba przyznać, że robił to dobrze; ludzie słuchali bez żadnego hałasu i gęby im całkiem w dół spadły. Dziadek, oczywiście, nie był trzeźwy, zawsze traktował ślubowanie serio, ale był najtrzeźwiejszy z możliwych. Mówił krótko, dobitnie, bez mięsa:

…Dobrzy ludzie postanowili nam pomóc! Pięknie to o nich świadczy! Zamiast sępić, z bliźnimi się dzielą! Chcą nas zabrać na pouczającą wycieczkę! Nie możemy naszych dobroczyńców zawieść! Nie zapaskudzimy im autokaru ani wycieczki! Trzeba się zachowywać grzecznie i schludnie!

Po dziadku wystąpił tata:

…Mój przedmówca śpi w wannie i tam się rodzina czasem kąpie, u sąsiadów w wannie węgiel, więc zapraszam do nas na wyczyszczenie. Wodę się zagrzeje na ognisku, młodzież przyniesie patyki, a mydło mamy. Dodatkowo możemy się wymienić z sąsiadami zbędnym ubraniem, żeby wszyscy wyglądali na wycieczce ładnie. I trzeźwość! Tylko dziadek Franek jest zwolniony – wiadomo.

Społeczność zatwierdziła.

Ja i córka przybyłego z robót wujka jesteśmy tą młodzieżą od noszenia drzewa.

Ognisko zaplanowano jutro na poranną ósmą, więc początkowo nie poszliśmy spać, tylko przed północą wybraliśmy się do lasu na patyki. My nie pijemy, wolimy co innego. Beata Dominika, bo tak ma na imię kuzynka, przywiozła z Niemiec mocne zioła i trochę pastylek, więc usiedliśmy przed wejściem do lasu, zażyliśmy, a potem palimy. Kiedy już dobrze na nas weszło, moja kuzynka się pyta: „Myślisz, że oni nam też coś dadzą, w tym autokarze? Młodym? No, wiesz, popalić albo co innego?” .Więc jej pocieszająco odpowiedziałem: „Na pewno tak, Beato Dominiko, dadzą nam, dadzą, to muszą być wyrozumiali  ludzie, którzy młodych rozumieją.”.

Potem nanosiliśmy wielką stertę patyków i już na całego poszliśmy spać.

25 LIPCA 2021 ROKU; NIEDZIELA

Umyłem się o 8 i 15 i poszedłem z powrotem spać. Teraz, popołudniem, wstałem. Siostry  jeszcze się myją w wannie, a przed domem dziadek, w czystych gaciach siedzi i matka go strzyże.

Czysto się z nami porobiło.

Dobrze, że są wakacje, nie trzeba myśleć, więc siadłem sobie na ławce i słucham hałasu z Zakopianki. Potem ojciec się skądś przyplątał, całkiem trzeźwy, dawno go takim nie widziałem, i zapytał, czy nadal chodzę do szkoły. Powiedziałem prawdę, że tak, że chodzę, a on się strasznie ucieszył. Zaczął gadać o jakichś skorupach, które namakają, tylko że ja nie mam żadnych skorup, a jeżeli coś zamaka, to reszta rodziny. W każdym razie był to sygnał, że z ojcem się udaje czasem rozmawiać. Czas się wszystkim dłużył, pomyślałem, że mógłbym pójść na stację benzynową i w pograć, ale nie miałem żadnej kasy, więc zostałem na  ławce i do 8 wieczornej słuchałem hałasu.

Wtedy się wszyscy stawili.

Najładniej wyglądał dziadek. – Miał swój ślubny garnitur, tylko że materiał  trochę mole spaskudziły, więc było widać nieco, a na dole klapki, takie do chodzenia, na głowie miał czapkę ze słomki. – Naprawdę, wyglądał bardzo ładnie. – Burgongiele też wyglądały ładnie, ale my lepiej.

Zebrali się wszyscy przed naszym domem. Kiedy już byliśmy razem, ojciec stanął na pokrywie studni i krzyczy. –  Cisza się zaraz zrobiła, więc krzyczy dalej: „Dobrzy ludzie nas zabierają na wycieczkę, bardzo dobrzy ludzie, więc nie zróbcie im nieporządku w autobusie, a gdyby już, to posprzątać. Kiedy nas zabiorą do muzeum lub restauracji, to zachowywać się cywilizowanie. I świńskich słów nie ma!”. –  Brat mamy, wujek, zaczął gardłować, że nie chce być ograniczany, ale go ludzie zakrzyczeli, a młodszy Burgongiel obiecał, że dokopie mu za klnięcie. Punktualnie za kwadrans dziewiąta poszliśmy gęsiego na miejsce, gdzie się pojawił zielony autokar.

Punkt dziewiąta wieczorna wjechał.

Był taki zielony, że ludziom się w oczach mrowiło, a mama dostała nudności. Drzwi się rozsunęły i my weszliśmy parami, jak szkoła. Potem drzwi się zamknęły – i tyle tylko pamiętam.

Jedna uwaga do wpisu “FUTUROŁAPKA 1”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s